Byliśmy żołnierzami

Autor: Keldorn

Uwaga! Opowiadanie zawiera opisy krwawych scen walk. Z racji tego, że Bractwo Stali jest pozostałością po US Army, niektóre elementy taktyczne, które zostały tu opisane, zostały zaczerpnięte z podręczników taktycznych armii USA.

Hummer zatrzymał się w parku maszyn Bunkra Gamma. Wysiadło z niego 5 żołnierzy – 4 mężczyzn i jedna kobieta. Prawie wszyscy mieli na sobie zbroje metalowe drugiej generacji. Jedynie dowódca oddziału ubrany był w pancerz środowiskowy.
– Rany! Padam z nóg! – odezwał się jeden z żołnierzy. – Mam dość patrolu!
– Ja też. – dodał drugi
– Nie jesteście sami – dorzuciła kobieta.
Dowódca oddziału zdjął hełm i zarządził zbiórkę. Kiedy jego ludzie stanęli w szeregu, odezwał się:
– Idę złożyć raport z patrolu generałowi. Wy udajcie się do kwatermistrza sprzedać zbędne rzeczy i na resztę dnia macie wolne. Wszystkie pieniądze jak zwykle mają wrócić do mnie.
– Tak jest! – odpowiedzieli chórem żołnierze. Dowódca spojrzał na jednego z nich, niskiego blondyna z bródką i dodał:
– Mały pamiętaj – KASA DO MNIE – wyraźnie zaakcentował ostatnie słowa – Żebyś mi znów nie przegrał forsy w kości z kwatermistrzem.
– Tak jest. – odparł Mały. Pozostali cicho zachichotali. Wiedzieli o słabości Małego do hazardu.
– Rozejść się. – na ten rozkaz żołnierze zebrali wyposażenie i udali się w głąb bunkra.
Dowódca odetchnął głęboko. Podczas patrolu on i jego oddział musieli walczyć z mutantami i Władcami Zwierząt, przez co zebrało się sporo niepotrzebnego wyposażenia. „Cholera, ja też muszę iść do kwatermistrza sprzedać ten szmelc” pomyślał. Najpierw jednak obowiązki. Wyszedł zatem z parkingu i udał się do sali odpraw, by złożyć raport generałowi. Bunkier Gamma jak co dzień tętnił życiem. Skrybowie, Starsi, żołnierze… wszyscy mieli na głowie własne sprawy. Przed wejściem do sali odpraw żołnierza zatrzymał wartownik w pancerzu wspomaganym.
– Siemka Chris! – odezwał się wartownik.
– Cześć Lancelot. Nadal na warcie widzę.
– A tam, nawet mi nie mów. – Chris nie widział twarzy Lancelota, ale słyszał po głosie, że przyjaciel ma wyraźnie dość. – Dostaję już cholery od ciągłego stania tutaj. Jak tam patrol?
– Tak jak zwykle. Trochę mutantów i Władców Zwierząt. Tych drugich było prościej rozwalić, bo są zdezorganizowani po tym, jak nasi ludzie kropnęli ich imperatora. Na szczęście teraz w walkach nikt nie został ranny, ale samochód lekko ucierpiał. Lalunia ma go naprawić.
– A wy nadal z sobą ten tego?
Chris uśmiechnął się.
– Głupie pytanie. To chyba oczywiste. No dobra, idę do środka, bo generał mnie zabije. Do zobaczenia później.
– Uważaj na siebie.
Chris wszedł do sali odpraw. Za stołem z mapą okolicy stał wysoki, siwiejący mężczyzna ubrany we wspomagany pancerz drugiej generacji. Belki i naramienniki świadczyły, że był to generał. Chris stanął na baczność i zasalutował.
– Starszy Rycerz Chris melduje się z patrolu.
Dowódca spojrzał na niego.
– Witaj Bracie. Jak patrol?
– Dobrze sir. Natknęliśmy się jedynie na paru mutantów i Władców. Żadnych rannych po naszej stronie. Poza tym nikogo więcej nie było.
– Bardzo dobrze. Znaleźliście coś ciekawego?
– Tak sir. Ślady aktywności super mutantów. Duch znalazł ślady prowadzące w kierunku St. Luis. Około 20 mutantów.
– Coś jeszcze Bracie?
– To wszystko sir.
– Odmaszerować.
Chris zasalutował i wyszedł z sali odpraw. Skierował swoje kroki do kwatermistrza, żeby sprzedać zbędne wyposażenie. Po głowie krążyły pytania bez odpowiedzi. Czemu mutanci wędrowali do St. Luis? I dlaczego to odkrycie w ogóle generała nie zaskoczyło? Może dlatego, że rejon Bunkra Gamma, to był rejon wysokiej aktywności super mutantów?

Po sprzedaży zbędnego wyposażenia, Chris udał się do swojej kwatery niedaleko pomieszczeń rekrutów. W końcu był dowódcą oddziału i zasłużonym żołnierzem Bractwa. Dawało mu to prawo do oddzielnego pomieszczenia. Zdjął pancerz i powiesił go w szafie, zostawił tam też swój pistolet pulsacyjny YK32 i amunicję do niego. Następnie poszedł pod prysznic. Ciepła woda ukoiła jego zszargane nerwy i pozwoliła mięśniom rozluźnić się. Podczas tych dwóch dni patrolu w okolicach Bunkra Gamma bardzo mało spał. „Chyba należy mi się porządna kawa” pomyślał zakręcając wodę. Kiedy odsłonił zasłonę, zobaczył stojącą Lalunię. Jej ksywka bardzo dobrze do niej pasowała. Pochodziła z wioski Brahmin Wood i służyła pod jego rozkazami od samego początku służby w Bunkrze Alfa. Z czasem coś między nimi zaiskrzyło. Miała długie czarne włosy, duży biust i wspaniały, jędrny tyłek.
– A ty co się tak skradasz? – spytał Chris biorąc w ramiona ukochaną.
– Pomyślałam, że jesteś zmęczony i będziesz potrzebował odprężającego masażu – Lalunia uśmiechnęła się zawadiacko.
– Oj tak. Potrzebuję go jak nigdy.

Obudziło go pukanie. Zdenerwowany, że nie pozwalają mu się wyspać, usiadł na łóżku i spojrzał na zegarek. Była 5:30 rano. Powoli wstał i podszedł do drzwi. Za nimi stał żołnierz w metalowym pancerzu.
– Przepraszam, że pana obudziłem sir. Generał chce pana natychmiast widzieć.
– Ehhh – ciężko westchnął Chris – A myślałem, że jako dowódcy oddziału przysługuje mi zaszczyt wyspania się po dwudniowym patrolu, a tu jednak nie. Powiedz mu, że przyjdę za 10 minut. – po tych słowach zamknął drzwi nie czekając na reakcję żołnierza. Podszedł do szafki i zaczął się ubierać.
– Kochanie co robisz? – spytała Lalunia.
– Stary wzywa. Muszę iść. – odparł zapinając suwak pancerza.
Lalunia wstała, nago podeszła do Chrisa i pomogła mu zakładać pancerz.
– Bądź grzeczny. – powiedziała i pocałowała go na pożegnanie.
– Zawsze jestem. – odparł z uśmiechem Chris i zniknął za drzwiami.

– Dobrze, że jesteś Bracie. Mam dla Ciebie zadanie specjalne. – powiedział generał jak tylko Chris zasalutował. – Wczoraj doniosłeś o śladach super mutantów zmierzających w kierunku St. Luis. Jak wiesz, w tym mieście mamy nasz posterunek. W nocy patrol z miasta został ostrzelany przez super mutantów. Na ulicach natychmiast nasi ludzie ustawili barykady. Jednak mutanci bez kłopotu przebijali się przez kolejne. W tej chwili trzy drużyny z posterunku – Sztylet, Szpon i Cień – zabarykadowały się na skrzyżowaniu koło budynku. W walkach poniosły jednak ciężkie straty. Twoim zadaniem jest wspomożenie naszych braci w ich obronie. Udacie się do miasta jeszcze dziś. Jakieś pytania?
– Czego mogą chcieć super mutanci? Przecież tam nie ma nic wartościowego.
– Jest sporo broni i coś, o czym wiedzieć nie możesz Bracie. Pewien tajny projekt Bractwa, który nie może wpaść w łapy super mutantów. To wszystko?
– Tak sir.
– Dobrze. Zbierz oddział. Wyruszacie natychmiast.
Chris zasalutował i odszedł. Teraz już znał odpowiedzi na swoje pytania. Ale czym był ten „tajny projekt”? Jakaś nowa broń? Nie lubił sytuacji gdy nie znał powodu do narażania życia swoich podwładnych.

W pomieszczeniach żołnierzy odkrył, że Lalunia już obudziła Byka, Ducha i Małego. Wszyscy zbierali swój ekwipunek.
– Jak miło was widzieć na nogach i gotowych do drogi – zaczął Chris. – Byk skocz do kwatermistrza i kup jeden pancerz wspomagany, spory zapas amunicji – kup najwięcej do Mściciela – i sporo Stimpaków.
– Tak jest! – Byk zasalutował i odszedł.
– Z kim będziemy walczyć szefie? – spytał Mały.
– Z super mutantami. Zaatakowali nasz posterunek w St. Luis.
– No to nie będzie wesoło. – rzekł z nutką sarkazmu Duch.
– Lalunia leć do Byka i przynieście razem wyposażenie do parku maszyn. Czekam tam na was za pół godziny – rozkazał Chris.
– Rozkaz. – Lalunia zasalutowała i poszła za Bykiem.
Pół godziny później cały oddział był już przy Hummerze. Całą zakupioną amunicję złożono w bagażniku – pasy z amunicją do Mściciela, czerwona i zielona amunicja do Jackhammera Małego i strzelby CAWS Laluni oraz masa pasów z amunicją do M249 Chrisa. Tak załadowany wóz wyjechał z Bunkra Gamma i ruszył pełnym gazem w kierunku St. Luis.

Miasto Świętego Luisa. Jak każde inne miejsce na Pustkowiach, tak i tutaj było widać ślady III Wojny Światowej. Łuk, który przed wojną był atrakcją turystyczną miasta, został dosłownie zmieciony z powierzchni ziemi. Niektóre bloki nie nadawały się do mieszkania – jedyne co z nich zostało to dwie ściany i podłoga. Jednak część ocalała. Zarówno w centrum miasta, jak i na przedmieściach. St. Luis było nadal zamieszkiwane przez ludzi, dawnych mieszkańców bunkrów. Lalunia zatrzymała Hummera przed jednym z opuszczonych domów na przedmieściach miasta. Cała piątka wysiadła z wozu.
– No dobra. – Chris odwrócił się do swoich ludzi. – Bierzcie całe wyposażenie, kto ile udźwignie. Musimy przedostać się do centrum. – spojrzał na swojego Pip Boya – Duch podejdź. – kiedy zwiadowca zbliżył się do dowódcy, ten wskazując mu palcem na mapie trasę, powiedział – Pójdziemy tą trasą. Według zwiadowców jest ona najlepsza.
– Dobra szefie. – odparł Duch. Uzbrojony był w M4, a w plecaku miał cały zapas amunicji.
– Może ja się wam przydam. – Chris usłyszał za sobą. Przestraszony odwrócił się na jednej nodze celując od razu pistoletem pulsacyjnym w źródło głosu. Zobaczył mężczyznę średniego wzrostu uzbrojonego w karabin snajperski DSK-501.
– Jestem Derek.
Chris schował broń do kabury przy nodze.
– Skąd masz karabin?
– Przed wojną służyłem w wojsku. Z powodu rany nogi musiałem przerwać służbę. Byłem snajperem.
– Co ci się stało w nogę? – spytał Byk.
– Granat. Odłamek utkwił tak głęboko, że nie dało się go wyciągnąć.
– Znasz drogę do naszego posterunku w centrum? – spytał Chris.
– Znam. Zaprowadzę was.
– Zgoda. Prowadź.
Wszyscy ruszyli piechotą w szyku bojowym. Z przodu szedł Duch, za nim Derek i Chris, po bokach Lalunia i Byk z bronią gotową do strzału. Pochód zamykał Mały.
– Skąd znasz miasto? – spytał Chris rozglądając się na lewo i prawo. Im szli dalej, tym budynki były coraz bardziej zniszczone. Musieli przemknąć się między nimi do centrum.
– Urodziłem się tu. Z opowiadań rodziców wiem, że było to piękne miejsce.
– To prawda. Widziałem zdjęcia w bibliotece w Macomb.
Musieli przerwać rozmowę gdyż Duch przystanął i gestem ręki kazał wszystkim kryć się. Bez namysłu wskoczyli za pobliskie krzaki. Czekali. Nagle Chris poczuł jak Lalunia klepie go w ramie i wskazuje kierunek. Ostrożnie wyjrzał zza krzaków. Drogą szedł jeden super mutant uzbrojony w wyrzutnię rakiet. Zanim jednak dowódca zdążył wydać jakieś rozkazy, huknął strzał. To Derek wypalił ze swojego karabinu. Mutant dostał w głowę, ale nie upadł martwy. Jedna rakieta wystrzeliła w kierunku krzaków, ale przeleciała nad głowami żołnierzy. W tym momencie wszyscy się wychylili i otworzyli ogień. Mutant padł martwy nafaszerowany ołowiem. Chris doskoczył do Dereka i chwycił za ubranie.
– Ty idioto! Przez ciebie mogliśmy zginąć!
– Przecież jesteście żołnierzami – powiedział Derek i dodał z sarkazmem w głosie – za to wam płacą.
Chris cisnął nim na trawnik. Kiedy ten próbował się podnieść, dobiegł i kopnął go w brzuch. Raz. Drugi. Trzeci. Potem znów chwycił za fraki Dereka i podniósł go jak szmacianą lalkę.
– Stanowisz zagrożenie dla mnie i dla moich ludzi – wycedził przez zęby Chris po czym pchnął go. Kiedy upadł, dowódca wyciągnąć pistolet pulsacyjny i wymierzył. – A moim obowiązkiem jest chronić moich ludzi.
– Chris nie! – krzyknęła Lalunia. – Daj spokój, nie warto. Szkoda impulsu na niego.
Chris patrzył na leżącego Dereka, w którego oczach malował się szczery strach przed człowiekiem z bronią energetyczną. Uśmiechnął się wrednie.
– Masz rację Lalunia. – po tych słowach Chris zwrócił się do leżącego Dereka – JA tu dowodzę. Strzelasz na MÓJ rozkaz albo ja cię zastrzelę. Jasne?
– J…j…j… jasne. – odparł Derek.
Chris schował broń i wszyscy wrócili do marszu. Jednak teraz zaczęli bardziej polegać na mapie w Pip Boyu niż na przewodniku. Był jednak on im potrzebny.

Kiedy weszli w miasto rozdzielili się. Jedna grupka szła po prawej stronie ulicy a druga po lewej. Dzięki temu osłaniały siebie nawzajem. Szli, a właściwie biegli na ugiętych nogach i nisko pochyleni z bronią gotową do strzału. Przed każdym skrzyżowaniem zatrzymywali się i Duch sprawdzał, czy są jakieś mutanty czy nie. Czysto. Ruch ręki. Dalszy bieg. Na jednym ze skrzyżowań stała barykada. Było pełno ciał ludzi. To był znak, że zbliżali się do obrońców. Cała szóstka podbiegła do jednej ze ścian barykad. Chris ostrożnie wyjrzał na drugą stronę. Kiedy z powrotem przykucnął pokazał wszystkim dwa uniesione palce. Wszystko jasne. Dwóch mutantów za barykadą. Gestem ręki Chris odesłał Ducha i Byka na jeden bok umocnień, a sam pobiegł z Lalunią na drugi bok. Derek miał zostać w środku i wczołgać się na górę. Kiedy wszyscy zajęli pozycję, Chris wymierzył w najbliżej stojącego mutanta i wystrzelił. Za nim zaczęli strzelać Lalunia, Byk, Duch, Mały i Derek. Zaskoczeni mutanci zdołali odpowiedzieć ogniem z M249. Wśród hałasu broni Chris usłyszał krzyk Dereka. Dostał. Zajmą się nim później. Jeden z mutantów zaczął uciekać, ale Mały załatwił go z Jackhammera. Drugi mutant schował się za załomem budynku i strzelał stamtąd.
– Mały! Sprawdź co z Derekiem! – krzyknął Chris – Duch, Byk za mną. Trzeba zdjąć tego mutanta. Duch i Byk puścili się biegiem cały czas strzelając w stwora. Nagle rozległ się strzał z broni snajperskiej. Mutant padł martwy. Wszyscy obejrzeli się w kierunku barykady. To Derek wystrzelił. Okazało się, że dostał w ramię.
– Duch, Lalunia, Byk zabezpieczyć skrzyżowanie – Rozkazał Chris.
– Tak jest! – odparli niemal jednocześnie wymienieni żołnierze i pobiegli na pozycje. Dowódca wrócił do rannego, którym już zajmował się Mały.
– Co z nim? – spytał
– Kula przeszła na wylot przez ramię – wyjaśnił medyk. – jeden stimpack i po krzyku. – Po tych słowach wyjął z plecaka jednego zwykłego Stimpacka i igiełkę wbił w ranę. Derek krzyknął z bólu, ale po krótkiej chwili stwierdził, że nie czuje bólu. Krwawienie ustało, a ręka wróciła do dawnej sprawności. Wtem na skrzyżowaniu rozległy się kolejne strzały. Znów mutanci. Chris gestem ręki nakazał Laluni, Duchowi i Bykowi odwrót. Cała szóstka zajęła pozycje na barykadzie. Z obu stron ulicy zaczęli wbiegać mutanci. Wszyscy żołnierze Bractwa jednocześnie otworzyli ogień. Duch powalił dwóch mutantów wybiegających zza rogu, ale trzeciemu udało się przedostać i otworzyć ogień. Pociski śmignęły tuż nad Lalunią. Ona odpowiedziała ogniem ze swojego CAWSa. Chris tymczasem wypatrzył największego mutanta. Miał na sobie biały pancerz, a na głowie hełm z rogami. „Dowódca” przemknęło mu przez myśl. Ręką wskazał Derekowi cel. Ten bez namysłu otworzył ogień. Dwa strzały w głowę uśmierciły brzydala. Kiedy padł, reszta mutantów wpadła w popłoch. Zaczęli uciekać co sił w nogach.
– Za nimi! – krzyknął Chris.
Wszyscy zeskoczyli z barykady i ruszyli w pogoń. Na skrzyżowaniu Lalunia schowała się za rogiem ulicy prowadzącej na wprost i dalej strzelała. Duch i Byk zajęli przeciwny róg. Tylko jednemu mutantowi udało się uciec. Czas na przeładowanie broni. Chris w tym czasie spojrzał na Pip Boya. Byli już blisko centrum. Zaledwie 3 przecznice. Z bronią gotową do strzału zaczęli znów biec pochyleni po obu stronach ulicy.

Po 2 minutach ich oczom ukazała się centralna barykada. Dookoła była znów cała masa ciał. Jednak wśród ciał ludzi dało się znaleźć także martwe super mutanty.
– Już są ! – Chris usłyszał krzyk żołnierza na barykadzie. Cała szóstka przedostała się do środka prowizorycznej fortecy.
– Nareszcie jesteście. – powitał ich jeden z trzech żołnierzy w pancerzach wspomaganych. – Jestem Paladyn Solo, a to Paladyni Max i Stoma. Słyszeliśmy, że mieliście komitet powitalny.
– Tak. – odparł Chris – Na skrzyżowaniu spotkaliśmy paru zielonych. Jak sytuacja?
– Nie wesoło. – odparł Paladyn Max – Straciłem prawie całą swoją drużynę w walce. Zostało mi 1 człowiek.
– Mi zostało 3 – rzekł Paladyn Stoma.
– Ja mam jeszcze 4 – dodał Solo
– Razem jest nas 14. – zauważył Chris – Niezbyt dużo. Miejmy nadzieję, że szybko przybędą posiłki. Mam nadzieje, że to, co my przynieśliśmy pomoże wam choć trochę uzupełnić zapasy amunicji i medykamentów. – dodał patrząc na swoich ludzi rozkładających swój sprzęt.
– Sporo tego. – dodał Solo. – A kto to ten ze snajperką?
– Jakiś tutejszy. Dołączył się do nas. Powiedział, że zna miasto dlatego tak szybko jesteśmy. – Chris rozejrzał się po okolicy. Środek barykady był dokładnie po środku skrzyżowania. Poprzedni obrońcy zdążyli już rozstawić 4 wieżyczki, z czego 2 były już zniszczone. Koło niskiego, parterowego budynku Bractwa mieścił się 4 piętrowy budynek z płaskim dachem.
– Derek! – krzyknął Chris do miejscowego snajpera. – Dymaj mi gazem na ten budynek Okop się na dachu i melduj jak coś ciekawego zobaczysz.
– Nie mam radia!
– Jeden z żołnierzy ci da. Ruchy!
Derek wziął radio od jednego z obrońców o pobiegł na dach budynku. Chris rozglądał się dalej. Na północnym krańcu wznosił się zniszczony budynek.
– Byk! Wszystkie miny jakie masz na drogi! A claymore’y do tego budynku na północy!
– Tak jest!
– Duch! Biegiem rozejrzyj się po okolicy! Ale ostrożnie!
– Zrozumiałem! Już mnie nie ma!
Reszta oddziału zaczęła zajmować pozycje na barykadzie. Ranni do tej pory obrońcy uleczyli się dostarczonymi Stimpackami, uzupełnili amunicję i też przygotowali się do walki.

Duch wrócił z rozpoznania po godzinie. Biegł, co świadczyło o tym, że ma coś bardzo ważnego dla dowódcy.
– Szefie! – krzyknął wpadając pędem na środek umocnień. Chris przybiegł z drugiego końca barykady.
Duch chwilę sapał zmęczony biegiem, ale doszedł do siebie szybko i zaczął mówić:
– Mamy kłopoty. Mutanci się szykują do ataku z każdej ze stron.
– Jasna cholera. – zaklął Chris.
– Co się tu dzieje? – Paladyn Max nagle wyrósł spod ziemi koło nich. Chris opowiedział co usłyszał od Ducha.
– No to zatańczymy.
Chris razem z Bykiem i Lalunią ulokowali się na wschodniej barykadzie. Duch i kilku ludzi z drużyny Sztylet na północnej. Reszta rozdzieliła się na pozostałe barykady. Po godzinie czekania mutanci pojawili się na ulicach. Było ich 8 z każdej strony.
– Czekać aż podejdą bliżej – powiedział Chris.
Zbliżali się wolnym krokiem. Widzieli ludzi na barykadach, ale nie strzelali. W końcu zaczęło się. Na zachodniej barykadzie odezwały się strzały. Następnie na północnej i południowej. – Ognia! – rozkazał Chris.
Lalunia otworzyła ogień z CAWSa trafiając jednego mutanta w tors i powalając go. Wstał, więc strzelała dalej. Byk wyrzucił kilka granatów na drogę. Udało mu się rzucić dość celnie. Zginęło 2 mutantów. „Zostało 5” pomyślał Chris. Otworzył ogień ze swojego M249. Jedną serią trafił najbliższego mutanta w korpus. Pociski rozerwały skórę ofiary ukazując kręgosłup i przecinając na pół. Kolejny mutant, widząc co się stało z jego kompanem, schował się za kontenerem na śmieci i stamtąd strzelał. Na to odezwał się Mściciel Byka. Pociski z taką siłą uderzały w cienki metal, że przebiły go na wylot raniąc mutanta. Ten wybiegł zza osłony na środek ulicy, a tam już zdjęła go Lalunia. W tym momencie koło niej trafiły pociski z kolejnej serii mutantów i usłyszała krzyk Chrisa. Dowódca został ranny w bark. Natychmiast odpowiedziała ogniem. Na barykadzie północnej było łatwiej. Atakujący mutanci dali się wciągnąć w pułapkę. 5 zginęło na minach. Pozostali trzej zostali ciężko ranni, kiedy próbowali ukryć się między ruinami budynku, w którym Byk zostawił claymore’y. Duch załatwił kolejnego mutanta, a pozostali ludzie z drużyny Sztylet wyeliminowali ostatnich dwóch.
Na pozostałych dwóch barykadach poszło gorzej. Co prawda atak mutantów tam też został odparty, ale zginęli 3 kolejni żołnierze. Jednego rozerwał na strzępy mutant, który zdołał wejść na barykadę, a pozostali dwaj zostali podziurawieni seriami z broni mutantów. Po bitwie Mały, medyk drużyny, zajął się rannymi.
– Nie jest dobrze – powiedział Solo siedzący koło Chrisa na ziemi. On również został ranny w walce. – zginęło 3 kolejnych ludzi. Zostało nas 11.
– Musimy zmniejszyć fortyfikacje. Proponuję zabudować tylko dwie ulice i jedną ścianę naszego budynku.
– Rozsądny pomysł.
– Przy okazji Solo, mam pytanie. Co takiego chcą zdobyć mutanci?
Paladyn myślał przez chwilę. W końcu odezwał się:
– Powinniście wiedzieć, za co przyjdzie wam ginąć. To nowy projekt broni zwany rozbijaczem. Po trafieniu w cel rozbija go na atomy.
Chris gwizdnął.
– Niezła broń. Może zrobimy z niej użytek jak będzie trzeba?
– Tylko jak będzie trzeba. Jest dopiero w fazie testów.
Po tych słowach Paladyn Solo wstał i zarządził przebudowanie barykad. Chris także się podniósł i skierował kroki w kierunku budynku Bractwa. Mniejszy teren było łatwiej bronić, ale i zarazem było trudniej. Wróg mógł się zgromadzić w większej liczbie, a wtedy byłoby krucho z nimi. Nadeszła noc. Barykady zostały przeniesione. Teraz jedna z nich przebiegała w prostej linii koło ściany budynku Bractwa stykającej się ze ścianą sąsiedniego budynku, na którego dachu był Derek. Drugą ulicę zablokowano na wysokości drugiej ściany budynku a pozostałe dwie u wylotu na skrzyżowaniu. Takie ustawienie miało zasadniczą wadę – jeśli któryś z mutantów strzeli serią i nie trafi w jednego żołnierza, może trafić w innego. Ale nie było innego wyjścia. Chris podszedł do Paladyna Stomy, który przez radio kontaktował się z Bunkrem Gamma.
-… a poza tym kończy nam się amunicja i zostało nas 11. – usłyszał fragment rozmowy
– Musicie wytrzymać. Posiłki są w drodze. Bez odbioru.
Paladyn Stoma i Chris spojrzeli po sobie. Obaj byli wściekli. Zamiast wydać rozkaz wycofania się i zabrania broni ze sobą, oni mieli tam siedzieć i czekać aż mutanty wyrżną ich w pień. Chris zerknął na Pip Boya. Była 3:20 w nocy. Jeszcze jakieś 4 godziny do świtu. W tym momencie rozległy się kolejne strzały. Obaj żołnierze Bractwa puścili się pędem na barykady. Mutanci znów nacierali. Tym razem od wschodu, ale w większej sile. Chris dobiegł do umocnień i położył się z lewej strony. Otworzył ogień ze swojego M249. Posypały się też kolejne granaty rzucone przez Byka. Kilku mutantów zostało dosłownie rozerwanych na strzępy. Nagle rozległ się ogromny wybuch i na barykady i walczących posypał się gruz.
– Snajper nie żyje. – usłyszał Chris. Podniósł głowę w górę. Na dachu, gdzie był Derek, była potężna dziura od wyrzutni rakiet. Ciało snajpera zostało wyrzucone z taką siłą, że znalazło się po przeciwnej stronie ulicy. Nagle kątem oka zauważył jakiś ruch. Spojrzał natychmiast w tym kierunku i oniemiał ze strachu. Super mutanci przedarli się przez przeciwną barykadę.
– Dywersja! – ryknął Chris ile miał tylko sił w płucach. Jeden mutant nacierał na niego z rozpruwaczem. Żołnierz przetoczył się w bok unikając trafienia. Usłyszał charakterystyczny dźwięk ostrzy przesuwających się tuż za jego plecami. Wstał na równe nogi i wypalił całą taśmę w potwora. Pociski rozerwały cały tułów mutanta ochlapując strzelca krwią i wnętrznościami. Paladyni w pancerzach wspomaganych także wyjęli rozpruwacze i ruszyli do walki wręcz, podczas gdy pozostali strzelali dalej do nacierających z drugiej strony mutantów. Stoma spudłował swoim rozpruwaczem. Mutant uderzył go w głowę z taką siłą, że spadł mu hełm. Następnie podniósł go nad głowę i, zginając jedno kolano, zrzucił żołnierza na nie łamiąc kręgosłup. Nawet stojący parę metrów dalej Chris usłyszał paskudny dźwięk łamanych kości. Natychmiast przeładował i wymierzył. Wpakował 3 serie w mutanta zanim go zabił. Kolejny mutant zaatakował Małego i przeciął go wpół rozpruwaczem.
– Nie! – krzyknął Duch i wpakował w mutanta cały magazynek. Chwycił Jackhammera Małego wyrzucając jednocześnie swojego M4.
Tymczasem Lalunia dostrzegła kolejnego dowódcę super mutantów. Otworzyła do niego ogień ze swojego CAWSa. Mutant padł trafiony jedną serią w głowę. Atakujący zaczęli się wycofywać. Kiedy walka ustała okazało się, że brakuje także Byka. Duch znalazł jego ciało, a dokładniej to, co z niego zostało. Został rozerwany na strzępy. Jednak znaleziono też w pobliżu kawałki mutanta. Chris stanął koło zwiadowcy.
– Musiał mu zostać tylko granat – powiedział smutno Duch. – Rzucił się na mutanta i wysadzili się obaj.
– Jego bohaterstwo zostanie zapamiętane. – odparł Chris
– O ile przeżyjemy.

Ranek był spokojny w St. Luis. Zapewne mutanty z powodu dotkliwych strat w ostatnich bitwach na razie odpuścili. Ale i żołnierze Bractwa ucierpieli. W ostatniej bitwie stracili 3 ludzi. Pozostało ich 8, a posiłków jak nie było, tak nie ma. Paladyn Max skontaktował się z dowództwem.
– Wyjazd żołnierzy opóźni się. Transporter został uszkodzony. Posiłki dotrą do was jutro.
Żołnierz rozłączył się.
– Kurwa! Do jutra to my martwi będziemy a ci nam jeszcze wsparcia nie przysyłają.
Chris nic nie mówił, ale także był wściekły. I to bardzo. Poszedł do Laluni, która właśnie sprawdzała stan wyposażenia.
– Jak tam stoimy kochanie? – spytał.
– Niezbyt dobrze. Z amunicją cienko, z medykamentami także. Zostało nam 10 Stimpacków, jeden zestaw pierwszej pomocy i jeden super stimpack.
– Posiłki mają być jutro…
– Boję się, że nie dotrwamy do jutra.
Chris objął ją.
– Cóż, przynajmniej zginiemy razem.

Nadeszło południe i nadal był spokój, co poważnie zmartwiło żołnierzy. Chris wysłał Ducha na zwiad. Zmniejszono także barykady. Teraz obejmowały one placyk przed budynkiem Bractwa i kawałek ulicy. Duch wrócił biegiem. Kiedy podbiegł do Chrisa, powiedział zdyszany:
– Szefie…. kłopoty… idzie na nas cała armia… jakieś może 15 mutantów! – po tych słowach zaczął kaszleć.
– Kurwa mać! – warknął dowódca. – Wszyscy do broni! Mamy towarzystwo!
Ośmiu żołnierzy porwało broń i ustawili się na barykadach. Chris usłyszał, jak leżący obok niego Duch cicho odmawia modlitwę. Z północnej ulicy wyszły mutanty. Było ich dużo. Na oko tyle, ile oceniał zwiadowca.
– Za Bractwo! – krzyknął Chris.
– Za Bractwo! – krzyknęli chórem żołnierze i otworzyli ogień ze wszystkiego co mieli pod ręką. Na mutantów posypał się grad kul z Mściciela, M249, CAWS, Jackahammera i plazmy. Ci odpowiedzieli ogniem. Jedna z serii urwała głowę jednemu z żołnierzy drużyny Sztylet. Paladyn Solo w zamian za to potraktował mutanta plazmą prosto w oczy. Z potwora została tylko mokra plama. Jednak on sam został raniony następną serią.
Przed Chrisem wyrósł jak spod ziemi mutant uzbrojony w gaz rurkę. Podniósł go za zbroję z ziemi i cisnął nim w budynek z taką siłą, że żołnierz zrobił wgłębienie w metalowej ścianie. Potwór dopadł do niego i uderzył w plecy rurką. Chris poczuł straszliwy ból jednak zdołał podciąć mutanta. Ten zwalił się na ziemię jak kłoda. Wtedy żołnierz wyjął nóż bojowy i rzucił się do gardła potwora. Ten jednak był silniejszy. Wymierzył jeden celny cios w podbródek. Trafiony. Chris upadł oszołomiony na ziemię. Widział, jak mutant szykuje się do zadania ciosu w głowę. Przed oczami przebiegło mu całe życie. Jego myśli jednak zmąciła seria z CAWSa. Stwór zwalił się na ziemię. Teraz już wiedział. Lalunia go uratowała.
Duch tymczasem strzelał z Jackhammera w nadchodzące mutanty. Jednak jedna z serii urwała mu rękę. Krzyknął z bólu. Przełożył broń do drugiej ręki i zaczął dalej strzelać. Kolejna seria. Kolejna ręka urwana. Nagle przed nim pojawił się mutant. Złapał jego głowę i zaczął ściskać. Po krótkiej chwili kości pękły i spomiędzy palców stwora wyciekła krew i kawałki mózgu.
Kolejna seria mutantów zabiła dwóch ostatnich żołnierzy drużyny Paladyna Maxa. Pozostali przy życiu czterej żołnierze Bractwa schronili się w budynku.
– Naszą jedyną szansą jest Rozbijacz. – powiedział Solo zamykając automatyczne drzwi budynku. – Powinien być na dole. Jedźmy po niego.
Zjechali windą na dół. Stał tam jeden pusty stół. Drzwi na wprost prowadziły do pomieszczenia z komputerem, po lewo – do zbrojowni a po prawo do pomieszczeń załogi posterunku.
– Powinien być w zbrojowni. – powiedział Solo. Lalunia pobiegła we wskazane miejsce. Chris udał się do pomieszczeń rekrutów. Przetrząsnął wszystkie szafki i nic nie znalazł. Wrócił do głównej sali i opowiedział o tym innym. Lalunia w zbrojowni też nic nie znalazła. W pokoju z komputerem także nic nie było.
– Kurwa mać! – zaklął Chris – Jak to nie ma? Musi być!
– Nie ma! Przeszukałam całe szafki – odparła Lalunia.
– Czyżby wystawili nas na pewną śmierć? – spytał z niedowierzaniem Max.
– Na to wychodzi. – odparł smutno Chris – Cóż, pozostaje nam tu umrzeć.
W tym momencie przez główne drzwi wtargnął mutant. Miał na sobie ciemno-szary pancerz i hełm z rogami. Niewątpliwie był to dowódca. Za nim weszło 2 jego ludzi.
– Proszę, proszę, proszę. Oto ostatnia najdzielniejsza czwórka. – zaczął mutant. – Poddajcie się i oddajcie Rozbijacz to może was oszczędzę. Może. – zaakcentował ostatnie słowo z wrednym uśmiechem na twarzy.
– Po naszym trupie. – odparł Solo.
– Wedle życzenia. – po tych słowach mutant zaatakował Chrisa. Ten wypalił resztę taśmy swojego M249, jednak na potworze nie zrobiło to żadnego wrażenia. Chwycił żołnierza za szyję i cisnął nim. Plecami wybił dziurę w ścianie wpadając do zbrojowni. Lalunia wyjęła rozpruwacz. Mutant ją atakujący spojrzał z lekką drwiną i sam wyjął także rozpruwacza. Zaczęli walczyć. Cięcie od boku. Blok. Atak z góry. Kolejny blok. Cios z prawej. Kolejny blok. Lalunia zaatakowała swoim rozpruwaczem ostrzem do przodu. Udało jej się trafić mutanta i ciężko go zranić. Ten jednak uderzył ją w twarz. Cios był tak potężny, że Lalunia uderzyła plecami w ścianę pomieszczenia żołnierzy. Mutant przycisnął ją do ziemi i przystawił rozpruwacz. Dziewczyna próbowała powstrzymać zbliżające się ostrze. W jej oczach pojawiły się łzy. Płakała. Bała się śmierci. Kiedyś podczas walki ktoś potraktował ją właśnie rozpruwaczem. Pamiętała ten potworny ból wdzierających się w ciało ostrzy. Wiedziała, że w tej sytuacji była bezradna, i to ją najbardziej przeraziło. Ostrze rozpruwacza zagłębiło się w jej klatce piersiowej niszcząc żebra, płuca, serce i dochodząc do kręgosłupa. Śmierć, choć bolesna, nastąpiła szybko.
Tymczasem w sali komputerowej dowódca mutantów przyparł Chrisa do ściany i dusił go. Znów przebiegło mu przed oczami całe życie. Ręce powoli słabły. Nogi także. Mięśnie z powodu braku tlenu odmawiały posłuszeństwa. Potrzebował powietrza, ale nie mógł go zaczerpnąć. Przez zamglone oczy dojrzał w drzwiach jakąś postać. W tym momencie rozległa się seria z Mściciela. Dowódca został przepiłowany nią w pół. Chris razem z bezwładnym ciałem mutanta runął na ziemię i stracił przytomność.

Oślepiło go jaskrawe światło. Nie wiedział, gdzie jest. Może w raju? Czy tak to wygląda po śmierci?
– Żyje doktorze?
– Tak, wyjdzie z tego. Auto Doc poradził sobie ze zgniecioną krtanią.
Chris otworzył oczy. Nad sobą ujrzał twarz doktora z Bunkra Gamma i Paladyna Solo.
– Witamy wśród żywych Paladynie Chris.
Solo nie miał hełmu i Chris mógł ujrzeć jego uśmiech.
– Co… się… stało?
– Posiłki przyjechały w porę. – wyjaśnił Paladyn. – Jeden z żołnierzy w ostatniej chwili załatwił duszącego ciebie mutanta. – Co… z… Lalunią?
– Przykro mi.
Chris nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał. Jak to? Ona nie żyje? Czemu? Jak to się stało?
– Jak…?
– Rozpruwacz. Okropna śmierć.
Chris usiadł. Nie miał siły się rozpłakać.
– A Rozbijacz?
– Nigdy nie było czegoś takiego. – odparł smętnie Solo.
– Czyli żołnierze zginęli na darmo?!
– Niestety tak. Nie wiem dlaczego.
– Ale ja zaraz się dowiem. – po tych słowach Chris wstał i pobiegł do sali odpraw. Stał tam generał. Na jego widok odezwał się:
– Chris, miło wiedzieć, że żyjesz. Bałem się, że Auto Doc nie da sobie rady.
– Czemu moi ludzie zginęli za rzecz której nie było? – ton żołnierza mówił, że domagał się wyjaśnień. I to zaraz!
– To był test dla ciebie. Zastanawiałem się czy dać ci awans czy też nie. Obrona przyczółka rozwiała wszelkie wątpliwości.
Chris wpadł w furię. Dopadł do generała i jednym ciosem powalił go na stół z mapami, wyciągnął nóż bojowy i wymierzył w głowę generała.
– Test… – wycedził przez zęby. Zamachnął się. Ostrze wbiło się w blat o 1 cm od głowy generała – … zaliczony.

Szponix

Redaktor naczelny. Założyciel serwisu, prowadzący go nieustannie od samego początku.