Krótkie życie raidera

Autor: Keldorn

Młody Robert McLure mieszkał razem z rodzicami i młodszą siostrą w Vault City. Miał 19 lat. Jego życie było pozbawione trosk – miasto było dobrze bronione i odizolowane od świata Pustkowi, dlatego mieszkańcy nie musieli się obawiać zagrożenia z zewnątrz. Ostatnim jednak problemem, o czym młody Robert nie wiedział, były gangi Raidersów napadające na karawany w rejonie miasta. Czasami dochodziło do tego, że bandyci atakowali miasto, ale straży udawało się ich odeprzeć. Ataki te stawały się z czasem coraz zuchwalsze.
Naszego bohatera dopadła żądza przygód. Był młody i zapragnął podróżować śladami sławnego Vault Dwellera. Jako mały chłopiec przeczytał wiele książek o tym sławnym człowieku i chciał pójść w jego ślady. Pewnej nocy postanowił się wymknąć. Napisał list pożegnalny do rodziców, a brzmiał on mniej więcej tak:
„Kochani rodzice!
Odszedłem w poszukiwaniu sławy i bogactwa na Pustkowiach. Żegnajcie. Billy”. Krótki, ale Billy uznał, że w zupełności wystarczy. Zabrał swoje rzeczy z domu i cicho wyszedł. Przy bramie wyjściowej na Podmurze zatrzymali go wartownicy.
– Dokąd to się wybieramy Obywatelu? – spytał mężczyzna przy bramie
– Nie mogę spać, idę się przewietrzyć. – odparł Robert i, bez czekania na reakcję wartownika, oddalił się.
Kiedy dotarł do bramy miasta, rozejrzał się dookoła siebie. Przed nim rozciągały się pogrążone w mroku Pustkowia. Billy przełknął ślinę. Bał się iść. W jakiejś książce (nie mógł sobie przypomnieć jej tytułu) czytał o Pustkowiach i o zamieszkujących je stworzeniach. Geckosy – duże jaszczurki; Radskorpiony, żarłoczne rośliny – słowem nie przedstawiało się to zbyt wesoło. Billy otworzył worek ze swoimi rzeczami, który zabrał z domu. W nim, oprócz żywności, spoczywał nóż bojowy, który dostał od ojca na 18 urodziny. Wyciągnął z worka jedną flarę, zapalił ją, i zaczął iść na południowy wschód w kierunku Nowego Reno.

Po długim marszu Billy zdecydował się zatrzymać na odpoczynek. Spojrzał na niebo. Słońce zaczynało powoli wschodzić. Usiadł na pobliskim kamieniu, i zaczął przygryzać płat suszonego mięsa, który zabrał z domu. „Ciekawe, jak rodzice zareagują jak zobaczą, że mnie nie ma” myślał. „Pewno postawią na równe nogi samego Pierwszego Obywatela i całą straż.” Nagle poczuł się bardzo zmęczony. Ułożył worek na ziemi i położył się używając go jako poduszki. Mimo tych spartańskich warunków zasnął.
Kiedy się obudził, chciał się przeciągnąć i głośno ziewnąć, ale poczuł, że nie może. Otworzył oczy i rozejrzał się. Leżał skrępowany w jakiejś jaskini. Nieopodal słyszał głosy.
– Te, a co zrobimy z tym chłopakiem, którego znaleźliśmy?
– Jak to co? Zażądamy okupu. Przecież on jest z Vault City. Możemy na nim nieźle zarobić.
– Wątpię. Oni nie są zbyt chętni do płacenia.
– Roger idź zobacz czy ten szczeniak już nie śpi. Przesłuchamy go.
Billy zobaczył, jak do pomieszczenia wchodzi wysoki, łysy mężczyzna ubrany w skórzaną zbroję. Kiedy zobaczył, że chłopak nie śpi, krzyknął:
– Obudził się!
– Przyprowadź go! – odpowiedział jakiś głos.
Raiders bez kłopotu podniósł nastolatka z łóżka i zaprowadził do stołu. Tam siedziało już czterech mężczyzn. Trzech było ubranych w skórzane zbroje, podobnie jak Roger, ale jeden miał na sobie Cobmat Armor. Za przysłoną hełmu widać było stalowo – szare oczy.
– Jak się nazywasz? – spytał szaro – oki
– Robert McLure.
– McLure? – na twarzy mężczyzny pojawił się wyraz zdziwienia – Syn konsula?
– Tak.
Mężczyzna się roześmiał. Po chwili odezwał się do swoich kamratów:
– Jednak możemy na nim zarobić. Tatuś na pewno zapłaci każdą cenę za wykupienie ciebie z rąk Raidersów.
Billy był przerażony. Trafił w ręce postrachu Pustkowi. Słyszał, co oni robią z więźniami i był bardzo przerażony. Jednak przez myśl przeszedł mu pomysł.
– A może zamiast okupu przyłączę się do was?
Mężczyzna w Combat Armor spojrzał na niego podejrzliwie.
– A czemu chciałbyś się do nas przyłączyć?
– Ponieważ chciałbym przeżyć jakąś przygodę i stać się sławny jak Vault Dweller. A przy was mogę stać się sławny.
– Skoro chcesz, najpierw będziesz musiał przejść serię prób. – odparł mężczyzna. Oczy Billy’ego przyzwyczaiły się do sztucznego światła panującego w jaskini. Rozejrzał się. Naliczył 25 Raidersów ubranych tak jak Roger. Przełknął ślinę na myśl o Próbach.
Robert umiał się dobrze posługiwać się nożem, a także umiał strzelać. Trenował u Starka – zwiadowcy z Vault City. Owe próby, o których mówił mężczyzna w Combat Armor (później okazało się, że nazywa się Vince) obejmowały testy ze sprawności fizycznej (które Billy zdał bardzo dobrze), strzelanie z pistoletu 10 mm i strzelby bojowej, posługiwanie się bronią białą i walkę wręcz. Ostatecznie Vince, jako dowódca Raidersów, zdecydował, że Billy może dołączyć. Dostał własną szafkę, broń (pistolet 10 mm z zapasem amunicji JHP, parę stimpaków i skórzaną zbroję.

Mijały lata. Billy razem ze swoim gangiem napadali na kolejne karawany. Z czasem zaczęli dostawać się także na teren Podmurza w Vault City. Młody chłopak szybko awansował i zmężniał. Do perfekcji opanował sztukę posługiwania się strzelbą bojową i nożem. Podczas jednego z ataków na karawanę Vince został ciężko ranny. Zmarł parę dni później w jaskini Raidersów. Jednak przed śmiercią mianował Billy’ego na stanowisko kapitana. Młodemu McLure’owi bardzo się to podobało. Dostał nowe łóżko w jaskini, a także szafkę, w której znalazł nowy Combat Armor. W skrzyni koło łóżka znalazł kilka butelek piwa i whiskey, która była rzadkością na Pustkowiach. Spadły na niego także nowe obowiązki. Jednym z nich było regularne wysyłanie nowych ludzi do ochrony Schronu 15 na południu i ludzi tam mieszkających, ponieważ zapewniali oni dostawy żywności. Kolejny atak na Vault City ukazał, jak z młodego chłopca Billy stał się nie znającym litości gangsterem Pustkowi. Po przedarciu się przez ochronę głównej bramy, i unikając ognia z wieżyczek na rusztowaniach, Raidersi dotarli aż pod bramę prowadzącą do miasta. Po zabiciu ochrony, przeszli przez bramę. Billy, który przybrał imię „Bezwzględnego Billy’ego” rozdzielił swoich ludzi. Wszyscy rozbiegli się po niemal już bezbronnym mieście palić i rabować. Billy, maszerując ulicami, spotkał jeszcze jednego strażnika. Mierzył on także ze strzelby bojowej i wydał mu się dziwnie znajomy.
– Zmieniłeś się Robert. Ledwo Cię poznaję.
– Sheila? To Ty? – Billy się nie mylił. Naprzeciwko niego stała jego siostra ubrana w metalową zbroję drugiej generacji i uzbrojona także w strzelbę bojową.
– To ja. Kiedy Ty odszedłeś, wstąpiłam do straży miasta. Coś Ty z sobą zrobił Billy?
– Ja? Ja nic z sobą nie zrobiłem. Po prostu stałem się sławny.
– Sławny? W jaki sposób? Zabijając niewinnych ludzi?
– To brutalny świat Sheila… – odparł Billy po czym nagle uniósł do ramienia swoją strzelbę bojową… i strzelił. Trafił prosto w nieosłoniętą głowę siostry. Bezwładne ciało upadło na ziemię brocząc masą krwi. Billy stanął nad ciałem i dokończył -… i każdy ginie prędzej czy później.
Wtem z północy dały się słyszeć strzały i krzyki ludzi. Podbiegł do niego Raiders.
– Kapitanie! Straż naciera. Są za silnie uzbrojeni! Musimy się wycofać!
Te strzały Billy już kiedyś słyszał w swoim życiu. Podczas pierwszego napadu. Karabiny FN – FAL i karabiny szturmowe. Ujął w dłoń radiostację przy boku i powiedział:
– Dowódca do wszystkich. Odwrót! Powtarzam, odwrót!

Po powrocie do jaskini, Billy zaczął przeglądać łupy. Zdobyli paru niewolników, alkohol z baru koło bramy wejściowej, gotówkę i trochę sprzętu. „Szkoda, że nie udało nam się zdobyć Schronu” pomyślał. „No cóż, może następnym razem się uda”. Był bardzo zmęczony. Uciekali przez kilka dni bez ustanku, próbując zgubić pogoń z miasta. Mimo to postanowił dołączyć do swoich ludzi w zabawie z więźniami. Nie był świadom tego, że śmierć kolejnego dowódcy Raidersów zbliżała się nieuchronnie.
Z czasem bandyci zyskali nowych rekrutów i urośli w siłę. Poprawili uzbrojenie i pancerze. Był grudzień 2242 roku. Na warcie przy wejściu do kryjówki stał nowy rekrut imieniem Chad.
– Cześć – usłyszał za sobą głos. Przestraszony podskoczył i odwrócił się celując z działka szturmowego w miejsce, skąd głos dochodził. Zobaczył wysoką postać o bardzo nieproporcjonalnych kształtach. Żółte oczy przypominały kształtem oczy kosmity, albo owada. Przy głowie była cała masa rurek, a głos tajemniczej postaci brzmiał śmiesznie.
– Kim jesteś? – spytał Chad nie opuszczając działka
– Nazywam się John i szukam Bezwzględnego Billy’ego.
– Jest tu. To nasz kapitan.
– Zawołaj go. Chciałbym porozmawiać na temat dołączenia do was.
Chad odwrócił się i zawołał:
– Kapitanie! Jakiś koleś chce do nas dołączyć!
W tym momencie odezwał się John:
– Jak ci na imię?
Chad odwrócił się do niego. Nieco opuścił działko szturmowe. Nie wiedział, że to był błąd.
– Chad.
– Powiedz mi. Dlaczego jesteś taki głupi?
– Hę?
W tym momencie zza Johna wyhylił się supermutant uzbrojony w Bozara, a w rękach Johna pojawił się karabin plazmowy. Wycelował Chadowi w oczy i nacisnął spust. Ciało chłopaka dosłownie się roztopiło.
– O żesz kur… – wyrwało się Billy’emu, który widział całą scenę. Zdjął z ramienia swoją strelbę bojową i wypalił. Kule odbiły się tylko od pancerza Johna. W tym momencie zza niego wyszedł potężny szary Szpon Śmierci. Strach zdjął Billy’ego. Wypalił w nadchodzącą bestię. Kule nie zrobiły poważnej krzywdy stworowi. Do jego uszu dotarły kolejne dźwięki strzałów i krzyk. Jego kamraci ginęli. Szpon stanął przed nim. Miał dziwnie inteligentny wyraz pyska.
– Giń człowieku. – powiedział spokojnie stwór i uderzył Billy’ego swoją wielką łapą. Dowódca Raidersów odleciał w lewo i całym impetem walnął o pobliską skalną ścianę. Był ciężko ranny. Zobaczył stającego nad nim Johna.
– To koniec. Nie będziesz więcej zabijać i rabować niewinnych. – Po tych słowach John wystrzelił prosto w oczy Billy’ego. Jego ciało roztopiło się w ciągu kilku sekund. To był koniec jego i Raidersów. Ataki na karawany i na Vault City ustały.

Avatar

Szponix

Redaktor naczelny. Założyciel serwisu, prowadzący go nieustannie od samego początku.