Ostatnie chwile

Autor: Maciej Antosiuk

Uciekaliśmy ile było sił w nogach. Mutanci byli coraz bliżej nas. Kate była ciężko ranna, ja miałem złamaną rękę, Bob i Bill byli poranieni, Dick gdzieś zniknął podczas tego jak napadł nas ten jeden w czarnym pancerzu i z pocharataną twarzą. Jedynie Martin nadawał się do dalszej walki, ale zabrakło mu amunicji do strzelby, więc musiał walczyć Desert Eaglem. Biegliśmy już kilka minut, gdy nagle poczułem za sobą oddech jednego z nich. Kiedy obejrzałem się dotarło do mnie, że nie damy rady, bo za nami biegło chyba z 20 „Zieleńców” jak je nazywała Kate. Zawsze miała dobry humor, jednak teraz nawet jej nie było do śmiechu, ponieważ nieśliśmy ją na ramionach omdlałą i majaczącą. W pewnym momencie płomyk nadziei zapalił się kiedy zobaczyłem w oddali małą komórkę na narzędzia, ale zaraz zgasł, bo Bill potknął się o leżące drzwi, które pewnie kiedyś służyły budce strażnika. Pomyślałem sobie: „Żegnaj Bill byłeś świetnym druhem…” jednak moją myśl przerwało plucie krwią Kate. Bill w tym czasie rzucił w tył granatem ratując tym samym siebie od niechybnej śmierci i pobiegł do nas. Bob z Martinem przyśpieszyli kroku, gdy usłyszeli plucie Kate. A Dicka ciągle nie było.
Zacząłem krzyczeć:
– Do komórki! – zrobiłem przerwę na złapanie oddechu i dodałem – Ja się nimi zajmę.
– Nie, uciekaj z nami. Zginiesz! – Odpowiedział Bob.
– W takim razie spotkamy się w piekle.
Po czym wyciągnąłem karabin i odpaliłem dwa pociski w Mutanta z wielkimi łapskami, a ten zatrzymał się i zaczął wyć z bólu i wściekłości. Zauważyłem, że kolejni biegną w moją stronę. Jeden nawet zdołał mnie trafić laserem, ale dostałem tylko lekko w zbroję, a pozostali wyciągnęli broń i biegli na mnie. Dwóch klientów potraktowałem serią co dało mi trochę czasu na wycofanie się. Odwróciłem się i poczułem na sobie gorąco. Za chwilę zorientowałem się, że jeden z Super Mutantów przypalił mi nogę.
Zaraz rzuciłem się na ziemię przeturlałem się 2 metry, gasząc płomienie i pobiegłem do moich, którzy właśnie zniszczyli kłódkę do komórki i wbili się pędem do środka.
Sprintem dobiegłem do drzwi i po chwili byłem już w środku. Zaraz Martin, Bob i Bill zaczęli ryglować wejście grabiami, ławami i mnóstwem innego sprzętu jaki tylko znaleźli. Kate leżała na stole i wyła z bólu. Wyciągnąłem ostatnią apteczkę i zacząłem ją opatrywać. Miała dużą szramę na głowie i zniszczony do reszty pancerz. Chłopaki znaleźli zaraz trochę amunicji do śrutówki i załadowali broń. Bil wziął siekierę, kucnął pod ścianą obok drzwi i zasnął. Bob zabił deskami okna oraz dał mi kilka szmat, żebym miał czym opatrywać Kate. Martin był z nas najsilniejszy i zarazem najbardziej wytrwały. Postanowił, że stanie na warcie i w razie potrzeby nas ostrzeże. A Dicka ciągle nie było. Kilka chwil później Kate zasnęła twardym snem, a ja sprawdziłem ekwipunek i padłem zmordowany tym dniem na ziemię.
Martin myślał sobie w tym czasie jak my się właściwie tu znaleźliśmy. Doszedł do wniosku, że to przez te cholerne plotki o tym jak to niby można tu znaleść resztki starodawnej technologii oraz lasery i tony nowoczesnego sprzętu. Myślał: „Tymczasem znaleźliśmy tony tych przeklętych mutantów! Przez to Kate i Dick zapłacili wysoką cenę. Właśnie, co jest z Dickiem? Zdradził nas, czy może poległ w walce oddając za nas życie? Ech, gdybyśmy dali radę się dostać do samochodu. Rano spróbujemy, póki Mutanci nie zorientują się gdzie jesteśmy. Tak, to jest myśl.” Cisza spowiła budynek, w którym się znajdowaliśmy. Trwało to przez kilka godzin po czym ze snu obudziła się Kate i zaczęła kasłać. Martin zmienił jej opatrunek po czym usiadł przy drzwiach. Nagle usłyszał tupot wielkich stóp podobnych do tupotu jaki wydają „Zieleńcy” podczas marszu. Wstał i obudził nas. Wszyscy udaliśmy się na pozycję. Bill stanął z siekierą i S.M.G. przy drzwiach, Bob wyciągnął pistolet plazmowy i schował się za stołem ubezpieczając Kate, którą w obawie przed wrogiem położyliśmy z tyłu. Ja schowałem się za lodówką, a Martin kucnął obok Boba. Słyszeliśmy rozmowę. Super Mutanci kłócili się ze sobą o to czy wejsć do środka, ale w końcu doszli do wniosku, że sprawdzą czy ktoś jest w środku. Nagle drużyna ułyszała walenie do drzwi. Mutanci rozpoczęli wywarzanie. Billemu zaczęły pocić się ręce. Wiedział, że to głównie od niego zależy ich być albo nie być. Martin przeładował broń i modlił się o pomoc, a Dicka ciągle nie było. Drzwi nagle z hukiem otworzyły się, a za klamkę trzymała ogromna łapa. Bill wziął potężny zamach i z całej siły oraz z gigantycznym impetem udzerzył w dłoń przeciwnika, która odpadła na ziemię. Ranny cofnął się w tył robiąc miejsce swoim kompanom. W drzwiach stanął Mutant, który spudłował celując w Martina. Ten „wypluł” w niego obydwie kule ze śrótówki nie robiąc mu tym samym wielkiej krzywdy. Jeden z naszych wrogów trafił w Boba raniąc go w rękę. Chłopak wściekł się, zacisnął zęby i oddał trzy strzały, z czego dwa celne w nieproszonego gościa z karabinem plazmowym. „Zieleniec” zawył z bólu i zaczął krwawić. Następnie ja puściłem serię w delikwenta i schowałem się, aby przeładować magazynek. Zorientowałem się jednocześnie, że zaczyna mi się kończyć amunicja. Mutant po moim strzale oddał dwa strzały w moim kierunku i na pewien czas mnie zablokował. Bill widząc sytuację oddał strzał ze swej broni i trafił krytycznie „kafara”, a ten zemdlał.
Niestety do środka weszło kolejnych dwóch i jeden rzucił się na Billa z kastetem. Widząc całą sytuację wycelowałem w łeb Super Mutanta i oddałem celny strzał oszołamiając go na moment. Drugi z nich wywrócił stół na bok i dorwał się do Martina. Pierwszym uderzeniem powalił go na ziemię, a z mojego kompana polała się krew. Bob odwrócił uwagę wielkoluda i trafił go w biodro dwa razy raniąc go w te same miejsce. Bill nie tracił inicjatywy i za pomocą serii z uzi zaczął cofać do drzwi „kafara”. Martin próbował w tym czasie nowiązać walkę ze swoim przeciwnikiem jednak zemdlał. Nagle obudziła się Kate i ledwo podniosła swój pistolet po czym wypaliła w głowę Mutanta zabijając go.
Na moment sytuacja uspokiła się, ale oto do środka wparowało dwóch potężnych przeciwników z miotaczami ognia. Przez moment radowałem się z przebudenia Kate jednak zwątpiłem, gdy zawisła nad nami groźba, że spłoniemy tu w drewnianej komórce. Wiedzieliśmy, że to był nasz koniec. Jednak usłyszałem nagle ryk silnika i do środka wbił się, wykańczając dwóch „miotaczowców”, tajemniczy wędrowiec w samochodzie i otworzył ogień z karabinu w kierunku oddziału Mutantów. I wreszcie zapłonęła iskierka nadziei…

Od razu zaczęliśmy walkę ze zdwojoną szybkością i z jeszcze większą nadzieją na ratunek. Super Mutanci cofnęli się widząc, że mogą mieć kłopoty z nieznajomym w samochodzie. Zaraz wypaliłem kilka strzałów w gościa stojącego najbliżej samochodu. Mutant ten wpadł w szał, wyciągnął z za pleców miniguna i zaczął mierzyć się do strzału w naszą ekipę aby raz na zawsze z nami skończyć. Bill schował się za samochód, żeby uniknąć trafienia, padł na ziemię, zacisnął zęby i czekał. Nawet nieznajomy padł pod fotel unikając tym samym śmierci. Twardziel z działkiem odpalił serię po całym pomieszczeniu raniąc przy tym Martina w wystajacy za stołu bark. Ten zaraz wrzasnął i zauważył, że stracił kawałek ramienia. Nieznajomy w aucie zawolał do nas żebyśmy wsiadali, a on będzie nas ubezpieczał, po czym zaczął strzelać seria za serią w przeciwników, którzy musieli schować się i czekać na dogodny moment do odwetu. Jako oierwsza została zaniesiona Kate, a po niej wskoczył Bill, ciągle ubezpieczając ją.
Ja wsparłem ogień naszego „wybawiciela” dając mu jednocześnie czas na przeładowanie amunicji i na chwilę oddechu. Zaraz do środka wbiegł Martin, a tuż po nim Bill. Teraz była kolej na mnie. Wrzuciłem do bagażnika mój karabin i zaraz byłem w środku.
Nieznajomy krzyknął, żeby zapiąć pasy po czym ruszyliśmy w tył. Niestety zaraz zablokowali nas wrogowie.
– To zasadzka! Zablokowali nasz samochód. Bill z Bobem załatwcie ich! – Mówiłem z przerażeniem.
– Bez nerwów. Zobaczymy co poradzą na dopalacz! – Odpowiedział przybysz i zaczął się śmiać.
Za moment samochód wyrwał w tył i przejechaliśmy po Mutancie w czarnym pancerzu i dziwnie zmienioną twarzą. Za chwilę zrobiliśmy zwrot o 180 stopni i wyrwaliśmy w przód. To jednak ciągle nie był koniec. W pewnym momencie złapaliśmy flaka i stłukli nam tylną szybę celnym strzałem z miniguna. Mimo iż sytuacja w pewnym momencie była nawet krytyczna wyjechaliśmy w końcu na pustynię.
Zmęczeni walką usnęliśmy. Obudziłem się dopiero w południe następnego dnia. Gdy otworzyłem oczy ujrzałem otwartą klapę samochodu i zauważyłem, że stoimy na środku pustyni. Wstałem i doszedłem do wniosku, że to był chyba tylko zły sen. Wyszedłem z samochodu przeciągnąłem się i ujrzałem przed sobą człowieka, który grzebał cos w silniku. Przyjrzałem mu się i zwróciłem uwagę na jego pancerz. Miał on na sobie zbroję, która bardzo mi przypominała Zbroje Bojową tylko, że była jakby nieco grubsza i miała na sobie jakieś znaki, na których były tryby z dużym mieczem. Dopiero teraz uświadomiłem sobie, że jest to ten sam gość, który nas uratował, a cołość była prawdą. Podszedłem do niego i spytałem się kim jest. Ten zdjął chełm i powiedział do mnie, że jest naszym kumplem i nazywa się Dick. Nie wierzyłem własnym uszom. Stał przede mną prawdziwy Dick! Obudziłem całą drużynę oprócz Kate, gdyż ta wyglądała fatalnie. Wszyscy ucieszyli sie z widoku kompana, ale zaraz doszliśmy do wniosku, że gnamy do New California Republic, żeby zdążyć do lekarza.
Wsiadliśmy do wozu, a Dick odpalił z trudem silnik, który na początku zgrzytajac i terkocząc nie chciał zapalić. W końcu udało się i ruszyliśmy do NCR-u. Jechaliśmy jak najszybciej można było. Gdy byliśmy okoł 10 mil od miasta napadli na nas bracia Morton. Powiedzieli nam, że szukają jakiegoś gościa imieniem Peter i chcą wiedzieć co o nim wiemy. Zaczął rozmawiać z nimi Martin, który był obyty w sprawach gangów. Nie wiem co dokładnie im powiedział, ale z jego miny wynikało, że nie są zbyt przyjaźnie nastawieni. Martin odszedł i zaczął wsiadać so samochodu kiedy ci napluli mu na plecy. Ten obrócił się i wypalił w starszego brata ze śrótówki tak, że ten zasłonił się nogami. Zaraz rozpętało się piekło. Tamci oddali kilka strzałów w Martina, lekko go przy tym raniąc. Ja zaraz wyszedłem z samochodu i miałem już ochotę puścić w nich serię, gdy zorientowałem się, że mój karabin jest w bagażniku. Wyciągnąłem więc Magnum i odpaliłem trzy strzały w typa, który stał z tym swoim uśmieszkiem i gapił się na mnie. Dostał w nogę i krzyknał z bólu, a po chwili wyjął zza pazuchy Caws i odstrzelił antenkę z samochodu pudłując we mnie. Bob z Billem wyszli z wozu i zaczęli rąbać w młodszego Mortona. Ten za moment złapał się za brzuch i począł kasłać. Jego kompani po części zaczęli uciekać, a po części otworzyli do nas ogień. Bill dostał mocno w tułów i padl na ziemię. Trafił go gangster w zielonkawo-szarym pancerzu z szarymi sztruksami. Wreszcie wstał Dick i zabił gościa, który dopadł Billego. Pozostali widzac naszą przewagę podjeli chyba słuszną decyzję o ucieczce.
Zaraz przeszukałem kilka ciał i wziąłem wszystkie medykamenty, aby móc wyleczyć Kate i Billego. Za moment wszyscy znaleźliśmy się we wnątrz samochodu. Dick ruszył na przód do miasta. Gdy wjeżdżaliśmy do miasta Kate zaczęła kasłać tak mocno, że pomyślałem sobie nawet o jej śmierci. Zatrzymaliśmy się przed szpitalem i wbiegliśmy z rannymi do środka szarego budynku o matowym dachu i drzwiach. Wszyscy myśleliśmy, że były to ostatnie chwile życia Kate. Zaraz jednak dostała aż 3 Super Stimpacki i udało się przywrócić ją do życia. Lekarz potem położył ją na łóżku i poszedł „łatać” Billa.
Wreszczcie byliśmy bezpieczni i w komplecie.

Szponix

Redaktor naczelny. Założyciel serwisu, prowadzący go nieustannie od samego początku.