Fallout: New Vegas

Recenzja Fallout: New Vegas

Złe dobrego początki

Zacznę od tego, że do Fallout: New Vegas od początku podchodziłem nieco ostrożnie. Było to zapewne spowodowane tym, że miałem dość mieszane uczucia po Fallout 3. Pierwsze spotkanie z tamtym tytułem nie było ogromnym zawodem, ale też nie można było nazwać tej gry godnym następcą dwóch pierwszych Falloutów. Fallout 3 okazał się grą na jeden raz. Ukończyłem go tylko jeden jedyny raz i na razie nie ciągnie mnie, by skupić się na nim ponownie.

Wracając do podmiotu tej recenzji – New Vegas – co to w ogóle za tytuł? Nie dość, że następca Fallout 3, to jeszcze skupiający się na jednym miejscu? Co więcej ma być to miasto nietknięte przez bomby atomowe? Jaki może być z tego Fallout? Wydawało mi się to bez sensu… Na szczęście im bliżej premiery, tym bardziej zacząłem się przekonywać do tego tytułu. Podczas oczekiwania pozytywnie nastrajało mnie tylko to, że kierownictwem produkcji zajęli się twórcy dwóch pierwszych części serii. W końcu nadeszła premiera i mogłem postawić na grze swoje łapska.

Dużym zawodem było dla mnie intro. Skupiono się na pokazaniu Vegas, zagrożenia dla lokalnej ludności i zaprezentowano wydarzenia poprzedzające przejęcie kontroli nad główną postacią… Nic o Wielkiej Wojnie, ludzkiej głupocie i chciwości, która do niej doprowadziła. Owszem, kultowe słowa „Wojna… Wojna nigdy się nie zmienia…” były, ale bez tej całej otoczki ukazującej, że tak naprawdę człowiek sam dla siebie jest najgorszym niebezpieczeństwem, brzmiały jakoś płytko.

Strona wizualna

Grafika nie różni się prawie niczym od tego, co mogliśmy zobaczyć w Fallout 3. Jest jednak niewielka, acz moim zdaniem genialna zmiana. Więcej kolorów. Zrezygnowano tutaj z tego mrocznego, wiecznie zachmurzonego nieba . Każdy obiekt ma swoje barwy i nie przytłacza wszechobecną szarością. Ktoś może powiedzieć, że tak jest gorzej, bo wszechobecna szarość dodawała grze smutnego klimatu rezygnacji. Świat Fallouta jednak nie jest światem monotonnym i flegmatycznym. W jedynce i dwójce każda lokacja, może nie tętniła barwami, ale na pewno nie była kadrem z czarno-białego filmu. To nie brak barw ma ukazywać beznadziejność zbudowanego świata, a to o czym opowiadały stare Fallouty – zmagania ludzkości o przetrwanie.

Fallout: New Vegas - Marcus
Marcus

Postarano się o poprawę wizerunku Super Mutantów. Wyglądają teraz bardziej jak te z Fallout 1 i 2, a nie Fallout Tactics. Skoro mowa o powrocie do starych lubianych wizerunków, jest tego więcej. W grze pojawiają się gigantyczne modliszki, gekony, zmutowane muchołówki… Masa stworzeń, które każdy fan serii darzył sentymentem.

Mieszkańcy Pustkowia

Mało tego, takie powroty nie zakończyły się tylko na stworzeniach. Pustkowia Mojave są opanowane przez frakcje znane z obu pierwszych Falloutów. Po raz kolejny spotykamy Republikę Nowej Kalifornii, Uczniów Apokalipsy, Karmazynową Karawanę, a nawet gangi, w tym starych, złych Chanów.

Każdy obóz na który trafimy potrafi się wytłumaczyć ze swojej obecności na tym terenie. Posiada własną tożsamość i cele. Nie wstawiono ich do gry, żeby wyglądali fajnie i zapełniali przestrzeń. Twórcy naprawdę się postarali, by każda organizacja była wiarygodna i unikalna. Pod tym względem więc Nowe Vegas góruje nad swoim poprzednikiem.

Miło też jest spotkać starych znajomych, jak np. Marcusa, szeryfa Broken Hills, który po rozstaniu z bohaterem drugiego Fallouta, postanowił zająć się utrzymaniem porządku w Jacobstown. Mamy też na przykład córkę Cassidy’ego, która po pijaku wspomina o kłopotach sercowych ojca. Postacie te zostały przywołane, ale nie na siłę, jak to się stało z Haroldem w Fallout 3. Biedny… Biedny Harold…

Budowa świata

Fallout 3 sprytnie udawał Fallouta… przynajmniej do czasu pierwszego ukończenia gry. Gdy człowiek myślał o powtórnym wyruszeniu na Pustkowia i przypominał sobie o tych wszystkich tunelach metra i podziemnych kompleksach, które trzeba zwiedzić, robiło mu się słabo. Tego właśnie było w produkcji Bethesdy za dużo – tułania się godzinami po podziemnych korytarzach, jak jakiś postnuklearny kret. Widać panowie z tamtego studia nie potrafili wznieść się ponad to, co pokazywali dotychczas w serii The Elder Scrolls.

New Vegas jest pod tym względem inny. Większość czasu gry spędzamy na powierzchni, a pod ziemia znajdują się praktycznie tylko Krypty. Tak jak powinno być. Owszem czasami trzeba spędzić sporo czasu na eksploracji jakiegoś dużego kompleksu, ale jest to jakieś takie oczywiste i naturalne, a nie wymuszone, jak w Fallout 3.

Zadania i dialogi

Co jeszcze odróżnia New Vegas od trójki, a przybliża do jedynki i dwójki? Zadania i dialogi. Jest ich zdecydowanie więcej i są bardziej rozbudowane. Dodatkowo jeśli chodzi o zadania, można je wykonać na wiele różnych sposobów, są ze sobą powiązane i nie trzeba ich szukać. Pamiętam, jak w trójce jedyne, co przychodziło samo dotyczyło wątku głównego. Tutaj mamy sytuację, która bardzo mi się podoba. Jedno zadanie prowadzi do drugiego. Na czym to polega? Robiąc jedno zadanie często aktywujemy podczas jego wykonywania dwa, albo nawet trzy inne zadania. Czasami może to być męczące i mylące, ale rozwiązanie takiego dużego rozbudowanego epizodu daje na prawdę dużo satysfakcji. Szczególnie, jeśli widzimy, że nasze działania wpływają na otaczający nas świat.

Ostatecznie okazało się też, że Nowe Vegas nie jest czymś w rodzaju Waszyngtonu z Fallout 3, gdzie odbywa się przytłaczająca część gry. Do miasta trafiamy dopiero po długich godzinach gry, a sprytnie wymyślone zadania wymagają od nas opuszczania go na krótkie, bądź dłuższe wypady. Sprawia to, że nawet po dotarciu do Vegas staje się ono tylko bazą wypadową, która ma jednak istotne znaczenie dla dalszej rozgrywki.

New Vegas

New Vegas Dinożarł
Dinożarł

Jeśli chodzi o samo Vegas, nie jest to grzeczne miasto. I tu chyba dochodzimy do sedna tego, czym New Vegas odróżnia się od swojego poprzednika. Nie jest to już delikatna gra, której twórcy bali się obrazić czyjeś poczucie moralności. W tym świecie pełno jest dziwek, ćpunów, przestępców. Na ulicach Vegas tańczą półnagie prostytutki, a szef jednego z kasyn prosi nas o znalezienie personelu do burdelu. Niepisana przywódczyni jednego z miasteczek sprzedaje żonę strażnika łowcom niewolników, którzy lubują się w przybijaniu do krzyży wszystkich niewygodnych ludzi.

Sposób w jaki możemy zakończyć grę też różni się od tego, co zaserwowano nam dwa lata temu. Nie dość, że wtedy fabuła była całkiem liniowa, to jeszcze cała końcówka działa się jakby bez udziału gracza. W Fallout: New Vegas nie tylko działamy do samego końca, ale i możemy wybrać jedno z czterech głównych sposobów rozwiązań. Szkoda tylko, że po raz kolejny mamy do czynienia z bitwa między największymi siłami, a nie samotną walką z jakimś mrocznym zjawiskiem, które może zakończyć istnienie całej ludzkości.

Błędy

Gra oczywiście nie ustrzegła się błędów i to one są największym minusem. Pomijając już dziwaczną animację postaci… często zdarza się, że przeciwnicy, albo nawet gracz wpadają w jakąś niewidzialną dziurę w podłożu i zostają uwięzieni. Mi osobiście zdarzyło się utknąć między dwoma poziomami jednej z Krypt. Niewątpliwie najbardziej denerwujące są błędy dotyczące zadań. Zdarza się czasami, że postacie kluczowe z nieznanych powodów zamierają i tylko stoją bezczynnie, uniemożliwiając kontynuowanie zlecenia.

Na szczęście pojawiły już się łatki poprawiające większość błędów.

Podsumowanie

Fallout: New Vegas niewątpliwie wybija się ponad swojego poprzednika, ale czy dorównuje dwóm pierwszym Falloutom? Niektórzy twierdzą, że tak… Słyszałem nawet głosy zatwardziałych fanów, którzy znają stare Fallouty na pamięć, mówiące że New Vegas przewyższa pierwowzory. Mi daleko do takiego stwierdzenia. Jest to dobra gra. Na pewno jest lepszym Falloutem niż trójka. Być może podchodzę do tej gry trochę mało wylewnie, nie tak jak dwa lata temu. Po premierze Fallout 3 byłem zachwycony. Przecież po ponad 10 latach znów mogłem zagrać w kolejnego Fallouta. Niestety z czasem zachwyt minął i gdybym miał po raz kolejny napisać recenzję Fallout 3, wyglądałaby inaczej.

Moim zdaniem New Vegas najlepiej opisują słowa, które słyszałem już parę razy: nie dorównuje on legendarnym dwóm pierwszym częściom serii, ale w dzisiejszych czasach ciężko byłoby zrobić grę, która byłaby im bliższa. Jest to najlepsze, co zatwardziali fani mogli dostać, a mam i nadzieje, że taki świat bliższy pierwowzorom spodoba się bardziej osobom, które przygodę z Falloutem zaczęły od trójki.

 

Ocena: 9.0 (z małym plusem)/10

Plusy:

  • klimat starych Falloutów bardziej odczuwalny, niż w Fallout 3
  • stworzenia ze starych Falloutów
  • wiele urozmaiconych i powiązanych zadań
  • bardziej dorosła
  • różne zakończenia do wyboru
  • więcej barw
  • muzyka ze starych Falloutów grająca po cichu w tle

Minusy:

  • błędy
  • intro
  • mimo wszystko brakuje trochę ironicznego, czarnego humoru
  • nie ratujemy świata, tylko bawimy się w politykę

Autor: Szponix

4 thoughts to “Recenzja Fallout: New Vegas”

  1. Dobra recenzja ,uwzględniłeś tu najważniejsze zalety i wady ale co do plusów i minusów to z minusów usunałbym to „nie ratujemy świata tylko bawimy sie w politykę” bo przecież to nie jest wada jednym może sie to podobać ,innym nie no i moim zdaniem do minusów należałoby tez dodać nudne zakończenie ,nie chodzi o to ,że walka na zaporze była nudna ,ale ten pokaz slajdów był nudny i własciwie to co odroznialo jeden sposob zakonczenia gry od drugiego to jedynie inny pokaz slajdów ,ale oprocz tego gra majstersztyk.

  2. Pokaz slajdów nie był, aż taki nudny. Może po kilku przejściach gry wydaje się nużący, to za pierwszym razem gdy go widziałem ( popełniłem wiele moralnych błędów w grze ) po prostu się popłakałem ze smutku i z wzruszenia ( muzyka grająca podczas zakończenia zawsze powoduje, że mi się łezka kręci w oku).

    1. Moim zdaniem fajnie by było gdyby oprócz tego pokazu slajdów można by było grać po ukończeniu gry i zobaczyć jak nasze poczynania zmieniły Mojave i mogliby dodac pare ciekawostek po zakonczeniu jak w Fallout 2 na przyklad to ze ten duchowny w Nowym Reno daje nam ksiazke ktore wszystkie skille robi nam na 300%. Co do fabuły new vegas to jest świetna ,dobrze ze wiele pomyslow jest wzietych z van buren to wynagrodzilo fanom kiepskiego Fallouta 3

  3. Fajnie ze jest tu recenzja Fallout new vegas ,ale niestety tylko podstawki. Myślę ,że ktoś wreszcie powinien napisać recenzje DLC do new vegas no bo DLC do trójki maja recenzje ,a do new vegas nie ,co jest dziwne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.