
Piętnaście lat Fallout Corner!
Latka lecą, a FC jak był, tak jest. Zmieniamy się, adaptujemy, ale ciągle stanowimy centrum polskiej wiedzy o Fallout. I tak już od 15. lat. A wszystko dzięki Wam!
Nikt chyba nie ma wątpliwości, że gdyby nie nasi czytelnicy, dawno zniknęlibyśmy z sieci. Rednacz jest uparty, ale nawet on nie będzie podtrzymywał na siłę czegoś, co jest martwe. Na szczęście, jeśli chodzi o FC, nie ma nawet o tym mowy. Cały czas jesteśmy odwiedzani. Posiadamy grono wiernych użytkowników. Co więcej: nie tylko trwamy, ale i działamy. Do końca roku zamierzamy udostępnić Wam polską wersję moda Fallout 1.5, stworzonego przez Czechów.
Przez piętnaście lat (kurde, to już połowa mojego życia) wiele się wydarzyło. Wydawaliśmy e-ziny, tworzyliśmy polskie biblie Fallout, organizowaliśmy zloty fanów. Jednak przede wszystkim tworzyliśmy dla Was content. Czysto Falloutowy. Jesteśmy dość monotematyczni. Solucje, opisy, porady, ale też opowiadania i rozprawki. Wszystko dla Was i naprawdę cieszy nas, że ciągle z tego wszystkiego korzystacie.
Do rzeczy: jak zamierzamy świętować 15 lat Fallout Corner w internecie? Po pierwsze, stworzyliśmy wydarzenie na Facebooku. Jeśli chcecie dołączcie do niego. Będzie to dla nas taki znak, że pamiętacie o dzisiejszym wydarzeniu. Wiadomo, że wszyscy Polacy obchodzą dzisiaj inne święto, ale jeśli znajdziecie chwilę, by wznieść za nas toast, będziemy zachwyceni.
Jutro wystartuje konkurs z okazji naszych urodzin. Będziemy rozdawać falloutowe gadżety.
Jeszcze raz dzięki, że z nami jesteście!

War never changes. Gratulacje! Nie wiem jak wy, ale wczoraj zrobiłem dwie rundy po różnych lokacjach. Pierwsza runda odbyła w realu, w mieście o alternatywnej, chociaż historycznej nazwie – Weissenhang. Kto chce niech zgaduje. Dość rozbudowana lokacja, dużo budynków, dosyć dużo super-duper marketów, kilka ruin, podziemia i sporo wałęsających się, wygłodniałych psów. Zdawało mi się, że widziałem tu kilku mutantów i ghouli. Zero radiacji, ogólnie znośnie i spokojnie, ale nudno.Wyposażenie osobiste: strój – czarny płaszcz cmentarnika (+5 do charyzmy), przepaska biegacza pustkowi na czoło i uszy (+1 do PW), czapka snajpera (+1 do percepcji i 10% do skradania się), rękawice ze skóry świnioszczura (+10% PA w trybie walki wręcz); broń – kilkanaście lasek parafiny z krótkim lontem w osłonce (działanie podobne do rac); chemia – rodzime sugarbombs (+50% do retoryki); różne – szton do wózka z dupermarketu (+ 100% udźwigu), kilka tutejszych kapsli, zapałki i klucze. Powiem tylko, że nie udało mi się rozpocząć nowego questu, nic nie znalazłem, odpaliłem laski parafiny, odbyłem kilka rozmów w random encounters, rozdałem bomby cukrowe, a po powrocie do domu zjadłem wieprzowinę z fasolką (+1 PW) i wypiłem piwo (-1 percepcji, +1 retoryki). Wspomnę jeszcze o wizycie w świątyni tutejszych „uczniów apokalipsy”, gdzie straciłem kapsla. Druga runda to Fallout NV. Niedawno karawaniarz sprzedał mi wersję ultimate. Gram od tygodnia i dobijam właśnie do fabryki RobCo na przedmieściach Vegas. Gra jak zwykle klimatyczna. Szkoda tylko, że nie przetłumaczono radia i notatek głosowych, ale i tak coś tam wyłapuję z pośród trzasków. Greetings! Now Imust go -in, I have work to do.
Graty! Piętnaście lat istnienia na wirtualnej scenie, to nie w kij pierdział. Mało która redakcja nie „wyrasta” w tym czasie z prowadzonej przez siebie tematyki. Wy wciąż trzymacie poziom i gromadzicie dla nas na jednym portalu wszelkie falloutowe dobro zbierane na cyfrowym wastelandzie. Oby tak dalej!