Pustkowie cz. 1

Autor: Cień

Część I
Początek

Charles przeklinał dzień, w którym został Raider’em. Skrył się w starych ściekach, w całkowitych ciemnościach jednak jego ciężki oddech zdradzał go. Nagle usłyszał kroki, ktoś zbliżał się do niego. Nie miał już naboi, a nóż gdzieś zaginął. Zaczął słyszeć bicie swego serca, poczuł rozchodzące się po jego spodniach w okolicy krocza ciepło i wilgoć. Miał ochotę krzyczeć, lecz nie był w stanie. Kroki ustały, na chwilę słaby płomień ognia z zapalniczki rozświetlił młodą, delikatną i śliczną twarz rudowłosej oprawczyni Charles’a, która w tym momencie podpaliła cygaro, a drugą ręką trzymała Berette.
– Chciałeś mnie okraść śmieciu?
Rozległ się huk.

Dany oddawał się swoim codziennym czynnościom. Jak zwykle o tej porze spał w swoim krześle, z zarzuconymi nogami na biurko. Obejmował swoją dwururkę i chrapał głośno. W Gold City, gdzie był szeryfem od 30 lat, nigdy nic się nie działo, czasem tylko jakiś atak Raiders’ów na karawanę i to wszystko. Nagle ktoś wszedł do biura szeryfa kopiąc w drzwi. Dany rzucił się za biurko i wychylił się mierząc do przybysza. Ku jego zdziwieniu była to młoda rudowłosa dziewczyna. Miała z 19 lat, na jej ślicznej twarzy były piegi. Szeryf zastanawiał się nad „kształtami” jej ciała, jednak uniemożliwiał mu ocenę lekko zadurzy skórzany pancerz wzmocniony metalowymi elementami. Dziewczyna miała przy pasie Desert Eagle i 2 Berety. Z prawego ramienia zwisał karabinek myśliwski, a z drugiego worek, który zwrócił uwagę szeryfa, gdyż był po części przesiąknięty krwią. Dziewczyna podeszła do biurka.
– Ostatnio widziałam ogłoszenia, że ich głowy są nieco warte – jej głos był delikatny, wręcz niewinny. Przechyliła worek, a z niego wysypały się cztery głowy. Na ich twarzach było „wymalowane” przerażenie, jakby przed śmiercią dopadło ich coś naprawdę potwornego. Dany poczuł, że zaraz zwymiotuje, spojrzał na ścianę z listami gończymi.
– To będzie z 10 tysięcy – powiedział osłupiały szeryf – jak się nazywasz?
– Nuka – dziewczyna uśmiechnęła się lekko – to, co z tą nagrodą szeryfie?
Dany wypłacił kapsle i wybiegł z biura, bo nie mógł już wytrzymać. Dziewczyna zgarnęła kapsle do innego worka i skierowała się poza miasto.

– Kim jest ta dziewczyna? – spytał się Steven.
– Spokojnie – wędrowca odgryzł kawałek pieczonej iguany i spojrzał w kierunku ogniska – Obiecałem Ci opowieść jako zapłatę za ogień i jedzenie. Gdybym powiedział wszystko na początku nie było by to ciekawe, dowiesz się wszystkiego po kolei, mamy przed sobą całą noc.
Steven dorzucił drewna do ogniska i zaczął piec kolejną iguanę – Kontynuuj…

Młody chłopak zakradał się wśród skał. Był szczupły, miał na imię Therk, kilka dni temu skończył 18 lat. Mieszkał z ojcem w małym miasteczku położonym o tydzień drogi na zachód od ruin miasta zwanego niegdyś Waszyngton. Były tu ciepłe źródła z czystą nieskażoną wodą, czasem ktoś przychodził w to miejsce wykąpać się. Dziś w mieście pojawiła się młoda dziewczyna, przedstawiła się jako Nuka. Therk pokierował ją do źródeł licząc, że pójdzie się tam wykąpać. I tak się stało. Wyjrzał zza skał, dziewczyna właśnie wchodziła do jednego z „oczek”. Miała ciało równie piękne jak dziewczyny z okładek Cat Paw Magazine. Therkowi zaczęły przelatywać przez głowę różne kosmate myśli. Postanowił podejść bliżej, by lepiej widzieć dziewczynę. Obszedł do dokoła oczko, przeczołgał się za skałami w dół i schował się za jednym z większych głazów. Wyjrzał, jednak dziewczyny już tam nie był. Nagle poczuł, że ktoś przyłożył mu broń z tyłu głowy.
– Obróć się mały zboczeńcu – rozkazał łagodny kobiecy głos, który już wcześniej słyszał, obrócił się. Przed nim stała młoda rudowłosa dziewczyna o delikatnej, lecz bladej skórze i pięknych zielonych oczach. Była ubrana jedynie w koszulę długą do połowy ud. Mierzyła mu w głowę z Beretty. Chłopak mimo woli zapatrzył się na jej piersi, których część było widać przez „szparę” w lekko rozpiętej koszuli, po dłuższej chwili spojrzał na jej twarz i oczy. Mimo, że usta był bez wyrazu, pod piegami pojawiły się zarumienienia, a w oczach widać było zakłopotanie, nie wiedziała, co powiedzieć, co robić, ręka, w której trzymała pistolet zaczęła lekko drżeć. Therk patrzał na nią jak zahipnotyzowany. Ona wbiła wzrok w jego czarne oczy. Były inne niż wszystkie, coś było niezwykłego w tym chłopaku. Poza tym wyglądał przeciętnie, czarne rozczochrane włosy, opalona skóra, wychudzony. „Tylko te oczy” pomyślała. Nagle usłyszeli staczające się z góry kamienie, w tym samym momencie usłyszeli strzał i pocisk wbił się w kamień obok głowy Therka. Nuka odskoczyła w kierunku innego głazu, obracając się w powietrzu. Therk zauważył u góry za starym pniem człowieka z pistoletem, dziewczyna też i jeszcze zanim upadła na ziemię za głazem zdążyła wystrzelić w kierunku napastnika. Pocisk wyleciał z lufy Beretty, w kierunku starego pnia, przebił się przez jego krawędź i wbił się w czoło dwudziesto paroletniego chłopaka. W dół bieglo dwuch uzbrojonych w pistolety chłopaków. Dziewczyna strzelała do nich zza kamienia. Therk rozpoznał synów starego Hansa, który był kiedyś Riderem zanim stracił nogi. Swoich czterech synów wychowywał w taki sposób by poszli w jego ślady. Jeden był za pniem, dwóch biegło po wzniesieniu, ale gdzie był czwarty? Therk usłyszał nagle za sobą kroki, obrócił się. Zobaczył kolbę strzelby lecącą w kierunku jego twarzy. Upadł na ziemię i stracił przytomność.
Therk ocknął się, strasznie bolała go twarz i głowa. Wstał i rozejrzał dookoła. Dwóch synów starego Hansa leżało martwych w połowie wzgórza. W pobliżu oczka najstarszy z całej czwórki siedział na dziewczynie i próbował ją obezwładnić. „Jeszcze się do niej nie dobrał” pomyślał Therk. Wziął w ręce durzy kamień i zaczął podchodzić bandytę od tyłu. Stef był zbyt zajęty, by zauważyć niebezpieczeństwo. Dziewczyna rozwaliła mu nos, podbiła oko, a drugie wydłubała, jednak nie zamierzał się poddać, chciał mimo to wszystko zgwałcić ją. Później dostał by za nią od łowców całkiem sporą sumkę, twierdził, że była warta tego. Nagle poczuł rozchodząc się od góry głowy okropny ból, mrok ogarnął go i upadł na ziemię. Therk trzymał obiema dłońmi kamień, cały we krwi i mózgu Stefa. Chłopak stał osłupiały, zabił człowieka, ta myśl go przerażała. Nuka wstała i poklepała go po ramieniu.
– Dzięki za ratunek.
Therk spojrzał na nią.
– Nic Ci nie jest?
– Nie – w tym samym momencie zachwiała się i wylądowała nieprzytomna w ramionach Therka. Jej koszula była cała we krwi, a z boku na wysokości brzucha był wbity po rękojeść nóż.

Therk zaniósł Nuke do swojego domu, ułożył na swoim łóżku i pobiegł po lekarza, a następnie powrotem do źródeł gdzie ukrył jej rzeczy. Gdy doktor Kain opatrywał ją, chłopak przeszukał jej rzeczy. W plecaku było sporo amunicji, materiałów wybuchowych, cygar i trochę osobistych rzeczy, do tego pistolety, zbroja, karabin i spory worek z kapslami. Wszystko to zaniósł na strych, zostawił tylko dwururkę Stefa. Gd doktor wyszedł Therk przystawił krzesło przy łóżku, usiadł i przyglądał się dziewczynie. Gdy patrzał na jej twarz, czuł się jak zahipnotyzowany. Jeszcze nigdy nie widział tak pięknej dziewczyny. W jego głowie zaczęły rodzić się erotyczne fantazje. Nagle ktoś chwycił go za kark, zrzucił z krzesła i uderzył w twarz. To był jego ojciec, pijany odkąd zmarła matka Therka. Chłopak poczuł jak krew zbiera się w jego ustach, a po policzkach spływają łzy.
– Kogo, żeś kurwa sprowadził?! Ty głupi gnojku mówiłem ci, że nie wolno Ci nikogo sprowadzać! – krzyczał jego ojciec – Co ta głupia dziwka tu robi?! – Therk poczuł silne kopnięcie na swoich żebrach, miał wrażenie jakby kilka z nich pękło – Gdzie są jej rzeczy!?
– Nie ma, chłopacy starego Hansa ją napadli, gdy kąpała się za miastem – szlochał chłopak
– Łżesz skurwielu, wiem, że schowałeś jej rzeczy! Gdzie one są?!! – zaczął kopać chłopaka po całym ciele, gdy przestał, spytał się – Gdzie?
Therk wypluł krew z ust – Na strychu – jego ojciec poszedł na górę, w tym czasie on wczołgał się pod stół. Po paru minutach mężczyzna zszedł na dół.
– No no, nasza mała dziwka ma całkiem sporo kapsli i jest całkiem nieźle uzbrojona – spojrzał na dziewczynę i rozpiął pas – ciało też ma całkiem niezłe – wszedł do łóżka i zaczął dobierać się do niej. Nagle Nuka otworzyła oczy i uderzyła mężczyznę miażdżąc jego krtań. Całe to zdarzenie widział szeryf, który wszedł do domu w tym momencie. Sąsiedzi wezwali go już nie po raz pierwszy tutaj, gdyż Ed od śmierci swojej żony nie raz wracał pijany do domu i bił swojego syna. Szeryf był przerażony, nie wiedział, co zrobić, na pewno nie mógł nikogo aresztować, bo dziewczyna broniła się, a Ed leżał martwy od „niefortunnego” ciosu.

Szponix

Redaktor naczelny. Założyciel serwisu, prowadzący go nieustannie od samego początku.